Rozdział 1. Nowy porządek.
Autokar przejechał przez szosę z donośnym świstem, wzbijając w powietrze kłęby kurzu, jesiennych liści i stwardniałych świerkowych igieł. Mimo iż był pokryty śladową ilością rdzy lśnił w blasku słońca niczym biolumesencyjny ognik. Mimo iż jego wygląd zbytnio nie przyciągał wzroku był na swój sposób niezwykły. To nim pierwszy raz pojechali do szkoły. Koła toczyły się po szosie, a ich felgi były chyba jedyną, w pełni zadbaną częścią pojazdu. Tył autobusu wymazany był graffiti ukazującym niezbyt przyjemne dla oka widoki. Szyby zawsze odstraszały uczniów Gimnazjum Stonehall. Pokryte kurzem i owadami były obiektem zainteresowania jedynie szkolnych dręczycieli, którzy upodobali sobie martwych lokatorów szyb.
Z jednego, z takich okien spoglądał Leonard White. Ze zmarszczonym czołem i zmrużonymi powiekami próbował dostrzec przez brudną szybę śmigające za nią drzewa iglaste.
Czy takie właśnie jest życie- myślał- pojawia się, mija tak szybko, że nie zdążamy go docenić i znika za horyzontem zwiastując początek czegoś nowego. Nowej ery. Wieku? Chłopiec odwrócił głowę i spojrzał na swojego przyjaciela- Williama, który bez przerwy, odkąd wyjechali z Atlanty opychał się chipsami wydając z siebie chrząknięcia i mlaśnięcia bardziej pasujące do rosłego knura niż czternastoletniego chłopca z lekką nadwagą. Kumpel zauważył, że Leonard się w niego wpatruje i nieco zmieszany swoim zachowaniem wytarł usta rękawem swojej ciemnozielonej koszuli, po czym wystawił opakowanie Walkersów w jego stronę. Uśmiechnął się dobrodusznie i coś powiedział. Nasz bohater zsunął z uszu czarne słuchawki i zapytał:
-Co mówiłeś Will?
-Pytałem- rzekł nieco poirytowany- czy chcesz może trochę- i potrząsł zachęcająco opakowaniem chipsów.
Kilka wysypały się na przerwę między ich fotelami. Leonard potarł się po szyi i odpowiedział:
-Wiesz co, nie mam ochoty..
-Jak sobie chcesz- odpowiedź przyjaciela chyba uszczęśliwiła Williama, ponieważ uśmiechnął się szeroko, po czym wsypał sobie zawartość torebki do ust.
Może i był "odrobinę" niekulturalny, ale zawsze był dla Leonarda wzorem przyjaciela. Poznał go już w podstawówce, gdy byli w pierwszej klasie, a mały Will przypominał bardziej chomika z wypchanymi jedzeniem policzkami niż człowieka. Był jego jedynym przyjacielem.
W radiu, którego głośniki były umieszczone nad każdym siedzeniem właśnie skończyła się piosenka zespołu Nirvana- Smells Like Teen Spirit i zaczęto nadawać najnowsze wiadomości:
-... następna fala kanibalskich ataków. Władze przestrzegają- Leonard ponownie założył słuchawki na uszy. "O nie znowu to samo" pomyślał "Epidemia czy nie, co mnie obchodzi banda chorych wariatów". Nacisnął PLAY i rozkoszował się muzyką. Następnej części komunikatu nie usłyszał.
-.. Najnowsze doniesienia informują, jakoby to niecodzienne zjawisko rozgrywające się już nawet w Atlancie dotarło do okolic Waszyngtonu...
Autobus podskoczył na jednym z wyboi, a kilka dziewcząt pisnęło ze strachu. Jechali do Waszyngtonu, aby poznać historię Amerykańskiej polityki. Pierwszym przystankiem miał być hotel Richmount. Następnego dnia grupa miała zwiedzić większość National Mall. Jednak wyjazdem ekscytowały się wyłącznie dziewczyny. A dokładniej: zakupami. Leonard zauważył, że większość chłopców w autobusie siedzi rozwalona w siedzeniach swych foteli, w znudzeniu stukając w ekrany swoich Ifonów.
Spojrzał na Willa, który głośno chrapał, oraz na Susan i Veronicę, które z obrzydzeniem na niego patrzyły.
Autobus znów podskoczył na szosie wprawiając ciało śpiącego grubaska w bezwładny ruch.
Miał dosyć tej podróży i chciał jak najszybciej znaleźć się w hotelu. Sen nie wchodził w grę. Z pewnością nie uda mu się zasnąć w akompaniamencie chrząkania Willa.
Wstał więc i ruszył na przód wymijając siedzenia swych znajomych. Złapał się za półki na bagaże, które biegły wzdłuż pojazdu i utkwił wzrok w szybie przedniego okna. Ich wychowawczyni rozmawiała z kierowcą autokaru, którego uczniowie nazywali "Brudnym Billy'm". Coś skupiło jego uwagę. Coś przed autobusem na drodze.
Prosto pod ich koła wlókł się, sądząc po jego sposobie poruszania się pijany i wychudzony mężczyzna. W głowie Leonarda zapanował chaos. Co robić??
Bliżej.
Jeżeli pójdzie na przód, żeby ostrzec kierowcę, a nastąpi kolizja to załatwi się na amen.
Bliżej.
Nie. Musi coś zrobić. Przecież jeżeli nie ostrzeże kierowcy ten człowiek zginie głównie z jego winy.
Bliżej.
Leonard ruszył, lecz ktoś z przodu uprzedził go i zawołał:
-UWAGA!!!
Jego ciałem rzuciła siła ostrego zakrętu. Upadł na kolana jakichś dwóch osób. Uderzył głową o okno. Pojazd groźnie przechylił się w prawą stronę. Kilka osób wypadło z foteli. Plecaki spadały z półek. Autobus pokoziołkował i zanim Leonard zaczął wrzeszczeć z bólu, znów uderzył o coś głową i zemdlał.
***
Odzyskał przytomność. Słuch powoli jakby po wyjściu z wody zaczął rejestrować krzyki i płacz. Przed oczyma Leonard widział jedynie czarne kłęby dymu, ogień i wysoką trawę. Ponownie zanurzył się w otchłani mrocznego snu..
Tym razem czuł pod sobą coś miękkiego. Pod głową czuł bez wątpienia puchową poduszkę. Otworzył oczy. Panujące w małym pokoju mocne światło na chwilę go oślepiło. Głowa bolała go jak toczący się po ostrych skałach kokos.
Leżał w małym, drewnianym łóżku, przykryty dwoma kocami. "Więc był to tylko sen? Jesteśmy w Waszyngtonie?". Uśmiechnął się na tą myśl. Było w tym wszystkim jednak coś dziwnego.. Coś z jego nogą. Hmm. Podniósł z lękiem koc. Noga kończyła się w miejscu kolana. Była obwinięta bandażem, który utrzymywał w miejscu kilka przesiąkniętych krwią wacików. Poczuł jak do oczu napływają mu łzy.
-Cholera jasna- zaszlochał- cholera, cholera CHOLERA!!!
Spojrzał jeszcze raz jakby ne wierząc w to co widzi. Czuł pustkę. I żal do Boga. Spojrzał w lewo. Zobaczył małą szafkę nocną obok łóżka, szafę z ciemnego drewna z lustrem w drzwiach, kremową ścianę i białe, brzozowe drzwi.
Skądś znał te miejsce. Teraz obrócił głowę w prawo, nieco za szybko. Poczuł ukłucie bólu. Tym razem dostrzegł kilka koców rozłożonych na podłodze obok łóżka, wiadro z gąbką i duże okno, przez które do pokoju wpadało słońce. Otarł łzy i powoli podniósł się z łoża. Dopiero teraz dostrzegł kule oparte o szafkę nocną. Łapczywie złapał ją, przesunął się i usiadł na przeciwko drzwi. Spróbował wstać i mimo tego iż był słaby pokuśtykał jęcząc z wysiłku do wyjścia. Przekręcił bogato zdobioną gałkę. Wyszedł na ciemny korytarz, którego ściany były całkowicie zrobione z drewna. Wisiało na nich kilka obrazów i zdjęć w ramkach. Dotarł na środek korytarza, który okazał się być najjaśniejszy. Były tam schody wyłożone dębowymi panelami, prowadzące w dół na parter tego domu. Zmęczony tą wędrówką Leonard chwycił się barierki i odetchnął z ulgą.
Ponownie zaczął skradać się tak cicho jak było to tylko możliwe w stronę przedpokoju. Po chyba 15 minutach udało mu się dotrzeć na dół. Pokuśtykał do wejścia, do jak podejrzewał salonu. Był to ogromny pokój, który oświetlał żyrandol i okno, takie samo jak w pokoju, w którym leżał, jedyną różnicą było to, że te, które zobaczył tutaj było zabite deskami. Ściany wyłożone gobelinami były zastawione biblioteczkami. Na środku pokoju stały dwa fotele i duża sofa pełna ludzi, ustawione wokół małego, starodawnego telewizorka. W jego ekranie Leonard zobaczył urokliwą kobietę na tle Atlanty, mówiącą do mikrofonu z logiem wiadomości.
-Władze zalecają pozostanie w domach. Każdy kto zostanie ugryziony, po pewnym czasie umiera i staje się jednym z nich. Proszę pamiętać, że zarażony jest każdy. Jeżeli ktoś w waszej rodzinie, drodzy mieszkańcy Ameryki umarł z przyczyn naturalnych, lub w wypadku proszę natychmiast się od niego oddalić. W ciągu minuty nastąpi przemiana- w oddali, za kobietą słychać było krzyki i odgłosy wystrzałów- W wielkich miastach będziecie mogli poszukać schronienia- zaczęła szybciej oddychać- dla wiadomości, Carley.. ach pieprzyć to, wyłącz kamerę..
Połączenie z ekipą zostało przerwane. Teraz Leonard zobaczył zszokowanego prowadzącego w studiu, w którym nagle zgasło światło. Po chwili kanał 4 przestał nadawać. Ekran zaczął śnieżyć.
-O cholera- powiedział chłopiec.
Spojrzenia wszystkich w salonie skierowały się ku niemu..
CIĄG DALSZY NASTĄPI ;)
Mam nadzieję że się podobało :) Zachęcam do komentowania i trzymajcie się :3
WOW super! Podobają mi się barwne opisy. Ciekawe co z nimi będzie... Czekam na następny rozdział :3
OdpowiedzUsuń